Gdy znaleźliśmy się na stoku, naszą uwagę zwróciła ogromna kolejka do wyciągu, więc nie zwlekając ani chwili, żeby nie stracić cennego czasu, ustawiliśmy się na końcu. Byliśmy raczej niedoświadczonymi narciarzami, ale to nas nieniepokoiło. Niezniechęceni długim oczekiwaniem dostaliśmy się na kanapę z jakimiś nieznanym nam przedszkolakiem. Wjazd na górę nie trwał długo, ale ten parolatek dosłownie nie przestawał mówić. Głównie chwalił się swoimi wyczynami, nie zrażając się naszym wymownym i niezachęcającym milczeniem. Zeszliśmy z wyciągu, nie wysłuchawszy do końca jego opowieści o niepokonanym mistrzu narciarskim. Gdy stanęliśmy na szczycie, rozglądaliśmy się po okolicy, nie zwracając uwagi na zmarznięte dłonie i stopy. Widok był nieoczekiwany! Niebo nieprzysłonięte ani jedną chmurką, w oddali błyszczące od śniegu szczyty górskie, nieco bliżej potężne świerki, uginające się pod białym puchem. Nie oglądając się na pozostałych, ruszyliśmy w dół.
Zapis partykuły nie wynika z przyjętych zasad ortograficznych.