Był wieczór. Dobrze wiedziałem, że pan Fogg spędza czas w klubie dla dżentelmenów. Byłem pewien, że wróci jak zwykle przed północą. Tego wieczoru było jednak całkowicie inaczej. Pan Fogg wrócił do domu już o siódmej pięćdziesiąt i zawołał na mnie. Myślałem, że się przesłyszałem, ale kiedy usłyszałem, jak krzyczy szybko poszedłem do niego. Nie wiedziałem co się dzieje, kiedy powiedział, że za dziesięć minut wyjeżdżamy do Dover i Calais. Kiedy pan dodał, że to zaledwie początek a nie cel naszej podróży dokoła świata, byłem ogromnie zdziwiony. Pan Fogg nie chciał zabrać żadnych rzeczy poza kilkoma ubraniami i pieniędzmi. Nie widziałem co się dzieje, spakowałem wszystko wedle poleceń. Ciężko było mi sobie wyobrazić wyprawę a w głowie kłębiło się wiele pytań. Pomyślałem nawet, że pan Fogg oszalał i coś mu się uroiło! Zacząłem się bać co się będzie dalej działo. Kiedy pojechaliśmy na dworzec, wszystko nabierało sensu. Pan Fogg założył się ze swoimi kolegami z klubu, że okrąży świat w 80 dni. Nawet nie chce wiedzieć jaka jest stawka, skoro pan Fogg zachowuje się jakby ktoś inny zamieszkał w jego ciele. 80 dni dokoła świata? Takie szaleństwo? Oby pan Fogg wygrał…
Juliusz Verne uchodzi za jednego z prekursorów fantastyki naukowej.