Narrator wyraża refleksję, że wielka kultura i piękno często powstają na fundamencie krzywdy i wyzysku człowieka. Antytezy („my” – brudni, umierający, pracujący naprawdę / „oni” – estetyczni, dyskutujący „na niby”) pokazują moralną fałszywość kultury, która zachwyca formą, a przemilcza cierpienie. Dlatego pada wniosek: nie ma piękna, prawdy ani dobra, jeśli opierają się na krzywdzie.
Autor zestawia dwie rzeczywistości: świat ludzi zmuszonych do ciężkiej pracy oraz świat osób, które zajmują się tworzeniem i podziwianiem kultury. Takie przeciwstawienie pokazuje paradoks: dzieła kultury mogą powstawać w sytuacji, gdy inni ludzie są wykorzystywani i cierpią. Narrator poddaje więc w wątpliwość wartość kultury, jeśli powstaje ona kosztem ludzkiej krzywdy.