Gdy Oliver przebywał już cztery tygodnie w domu przedsiębiorcy pogrzebowego, pan Sowerberry, udawszy się pewnego dnia ze swoją szanowną małżonką na kolację, rzekł do niej, rzucając uprzednio kilka pokornych spojrzeń:
– Kochana żono ... [...]
– Co takiego? – zawołała opryskliwie.
– Nic, moja kochana, nic – wahał się pan Sowerberry.
– Jakież z ciebie głupie zwierzę! –wykrzyknęła szanowna małżonka.
– Bynajmniej, moja kochana – zaprzeczył pan Sowerberry uniżenie. –
Sądziłem, że nie chcesz mnie słuchać, moja droga. A chciałem ci tylko powiedzieć ...
– Tylko mi nie mów tego, co chciałbyś powiedzieć – przerwała pani Sowerberry. [...]
– Chciałem z tobą pomówić o tym małym, o Oliwerze Twiście, moja droga – rzekł pan Sowerberry. – Chłopiec miło i dobrze wygląda, moja kochana.
– Musi dobrze wyglądać, przecież je za czterech – odburknęła pani Sowerberry.
– Na jego twarzy maluje się taki smutek – westchnął dalej przedsiębiorca – że wzbudza zainteresowanie. Sądzę, że byłby z niego doskonały żałobnik pogrzebowy, moja kochana …
Podany tekst należy uzupełnić powyższymi formami.