W rozmowie biorą udział trzy osoby: Wokulski, hrabina i panna Izabela.
Wokulski poszedł ku nim, potrącając klęczących i omijając inne stoły, przy których pukano na niego zawzięcie. Zbliżył się do tacy i ukłoniwszy się hrabinie, położył swój rulon imperiałów. […]
Hrabina odłożyła książkę.
– Witam cię, panie Wokulski – rzekła. – Wiesz, myślałam, że już nie przyjdziesz, i powiem ci, że nawet było mi trochę przykro.
– Mówiłam cioci, że przyjdzie, i do tego z workiem złota – odezwała się po angielsku panna Izabela.
Hrabinie wystąpił na czoło rumieniec i gęsty pot. Zlękła się słów siostrzenicy, przypuszczając, że Wokulski rozumie po angielsku.
– Proszę cię, panie Wokulski – rzekła prędko – siądź tu na chwilę, bo delegowany nas opuścił. Pozwolisz, że ułożę twoje imperiały na wierzchu, dla zawstydzenia tych panów, którzy wolą wydawać pieniądze na szampana…
– Ależ niech się ciocia uspokoi – wtrąciła panna Izabela znowu po angielsku. – On z pewnością nie rozumie…
Tym razem i Wokulski zarumienił się.
– Proszę cię, Belu – rzekła hrabina tonem uroczystym – pan Wokulski… który tak hojną ofiarę złożył na naszą ochronę…
– Słyszałam – odpowiedziała panna Izabela po polsku, na znak powitania przymykając powieki.
– Pani hrabina – rzekł trochę żartobliwie Wokulski – chce mnie pozbawić zasługi w życiu przyszłym, chwaląc postępki, które zresztą mogłem spełniać w widokach zysku.
– Domyślałam się tego – szepnęła panna Izabela po angielsku.
Hrabina o mało nie zemdlała, czując, że Wokulski musi domyślać się znaczenia słów jej siostrzenicy, choćby nie znał żadnego języka.
– Możesz, panie Wokulski – rzekła z gorączkowym pośpiechem – możesz łatwo zdobyć sobie zasługę w życiu przyszłym, choćby… przebaczając urazy…
– Zawsze je przebaczam – odparł nieco zdziwiony.
– Pozwól sobie powiedzieć, że nie zawsze – ciągnęła hrabina. – Jestem stara kobieta i twoja przyjaciółka, panie Wokulski – dodała z naciskiem – więc zrobisz mi pewne ustępstwo…
– Czekam na rozkazy pani.
– Onegdaj dałeś dymisję jednemu z twoich… urzędników, niejakiemu Mraczewskiemu…
– Za cóż to?… — nagle odezwała się panna Izabela.
– Nie wiem – rzekła hrabina. – Podobno chodziło o różnicę przekonań politycznych czy coś w tym guście… […]
– Nie o przekonania chodziło, pani hrabino – odezwał się – ale o nietaktowne uwagi o osobach, które odwiedzają nasz magazyn.
– Może te osoby same postępują nietaktownie – wtrąciła panna Izabela.
– Im wolno, one za to płacą – odpowiedział spokojnie Wokulski. – Nam nie.
Mowy niezależnej używamy wtedy, gdy przytaczamy dosłownie czyjąś wypowiedź.
Mowa niezależna to dosłowne przytoczenie cudzej lub własnej wypowiedzi.