Dla obu bohaterów miasto było obce, odpychające, kojarzyło się z poczuciem hańby, odrzutu, niechęci.
Goriunow nie rozpoznawał Moskwy sprzed aresztowania, przerażała go szybkość zmian zachodzących w najbliższym otoczeniu. Raskolnikow zaś w widoku miasta i jego mieszkańców widział potwierdzenie słuszności swoich powodów. Mimo że nie wyróżniał się szczególnie wyglądem, czuł wstyd i odrazę.
Dla Goriunowa:
"Zaczęły być widoczne szyny, zajezdnia kolejowa, a pośrodku zajezdni ceglana wieża ciśnień, o której jako przedszkolak myślał, że jest pozostałością twierdzy. A teraz – w dziennym świetle – pojawiły się za nią nieznane nowo wybudowane dwudziestopięciopiętrowe bloki. Nie, Łobnia była nie ta, co dawniej. Nie zastygła, kiedy Ilję wsadzili. Poruszała się, rosła. To było obce miasto, już teraz".
Dla Raskolnikowa:
"Na ulicy straszna była spiekota, a przytem duszność, tłok, wszędzie wapno, rusztowania, cegła, kurz i ten szczególny letni swąd, tak znany każdemu mieszkańcowi Petersburga, niemogącemu mieć willi – wszystko to razem nieprzyjemnie dotknęło bardzo rozdrażnione nerwy młodzieńca. Nieznośny zaś odór z traktierni, których w tej części miasta niezwykłe mnóstwo, i pijani, spotykani co krok, pomimo że był dzień powszedni, uzupełniali wstrętny i smutny koloryt obrazu"
"Zresztą ta część miasta była taka, że ubraniem byłoby tu trudno kogoś zadziwić. Bliskość placu Siennego, mnogość pewnych zakładów i ludność przeważnie cechowa i rzemieślnicza, skupiona w tych środkowych ulicach i zaułkach Petersburga, pstrzyły niekiedy ogólną panoramę takiemi osobnikami, że dziwnem byłoby się zdumiewać przy spotkaniu z którą z tych figur. Ale tyle zjadliwej pogardy skupiło się już w duszy młodzieńca, że, nie bacząc na całą swą, niekiedy arcymłodą drażliwość, on najmniej się wstydził swych łachmanów na ulicy".