„Trud, co mnie zabijał” oznacza ziemskie zmaganie się z rzeczywistością, nieudane próby dotarcia do odbiorców z własną sztuką, a nie sztuką oczekiwaną przez innych. Dopiero wzlatując ponad gwiazdy, artysta czuje się wolny.
Jedną z najważniejszych wartości, jakie przypisywano, sztuce modernizmu było uwolnienie się z obowiązków społecznych, sztuka stała się tworem autotelicznym. Artysta pod koniec XIX wieku uważany jest za jednostkę wybitną, która zdolna jest do głębokich przeżyć i wyrasta ponad przeciętność, ponad mieszczański tłum zajmujący się doczesnością.