Marek Edelman w książce Hanny Krall przedstawiony jako człowiek, który w najtrudniejszych sytuacjach nie ucieka od odpowiedzialności. Jego decyzje nie wynikają z chęci bohaterstwa ani z pragnienia sławy, lecz z poczucia obowiązku wobec innych ludzi.
Edelman nie wyjechał z kraju na początku wojny, ponieważ czuł się związany z miejscem, w którym żył, oraz z ludźmi, którzy go otaczali. Nie traktował ucieczki jako właściwego rozwiązania. Pozostanie w Polsce oznaczało dla niego trwanie przy wspólnocie, której był częścią. W czasie wojny znalazł się w getcie warszawskim, gdzie uczestniczył w dramatycznej walce o godność człowieka.
Brał udział w powstaniu w getcie, ponieważ nie chciał zgodzić się na bierną śmierć Żydów prowadzonych do Zagłady. Powstanie nie było dla niego walką o zwycięstwo militarne, bo jego uczestnicy wiedzieli, że nie mają szans pokonać Niemców. Było raczej wyborem sposobu umierania. Edelman i inni powstańcy chcieli pokazać, że człowiek nawet w sytuacji skrajnego zagrożenia może zachować godność i podjąć decyzję o własnym losie. Walka była więc sprzeciwem wobec odczłowieczenia i bezsilności.
Edelman został jednym z przywódców powstania, ponieważ okoliczności zmusiły go do przejęcia odpowiedzialności. Po śmierci Mordechaja Anielewicza to on należał do tych, którzy musieli podejmować decyzje i prowadzić pozostałych bojowników. Nie przedstawia siebie jako wielkiego bohatera. Przeciwnie, mówi o swoich działaniach zwyczajnie, bez patosu. Jego przywództwo wynikało z konieczności, odwagi i gotowości do bycia z innymi do końca.
Nie ukrywał się po aryjskiej stronie, ponieważ nie chciał oddzielić własnego losu od losu ludzi zamkniętych w getcie. Ukrywanie się dawało szansę przeżycia, ale oznaczałoby opuszczenie tych, którzy potrzebowali pomocy i obecności. Edelman wybierał solidarność z innymi, nawet jeśli wiązało się to ze śmiertelnym niebezpieczeństwem.
Po wojnie został lekarzem, ponieważ nadal chciał ratować ludzkie życie. Jego praca kardiochirurga była przedłużeniem wojennego doświadczenia. W czasie Zagłady widział masową śmierć i bezradność ludzi wobec przemocy historii. Jako lekarz mógł przeciwstawiać się śmierci w inny sposób — walcząc o życie konkretnych pacjentów. Tytułowe „zdążyć przed Panem Bogiem” oznacza właśnie próbę ocalenia człowieka przed śmiercią, choćby tylko na jakiś czas.
Edelman decydował się na niebezpieczne operacje, ponieważ uważał, że lekarz ma obowiązek dawać choremu szansę. Nie chodziło mu o ryzyko dla samego ryzyka, lecz o walkę o człowieka, który bez operacji mógłby umrzeć. W jego rozumieniu każde uratowane życie miało ogromną wartość. Po doświadczeniu Zagłady szczególnie ważne stawało się ocalenie choćby jednej osoby, ponieważ w świecie, który dopuścił do masowej śmierci, pojedyncze życie nabierało wyjątkowego znaczenia.
Można zadać Edelmanowi jeszcze jedno pytanie: dlaczego opowiadał o powstaniu bez patosu i heroizacji? Odpowiedź wynika z jego sposobu myślenia. Edelman nie chciał tworzyć legendy ani upiększać wojny. Mówił prosto, czasem surowo, ponieważ zależało mu na prawdzie o ludzkim cierpieniu, strachu, przypadkowości i trudnych wyborach. Jego opowieść pokazuje, że bohaterstwo nie zawsze polega na efektownych czynach, lecz często na cichym trwaniu przy drugim człowieku.
W tym zadaniu trzeba pokazać, że decyzje Marka Edelmana łączy jedna podstawowa wartość: odpowiedzialność za drugiego człowieka. Edelman nie jest bohaterem pomnikowym ani patetycznym. Nie mówi o sobie jako o kimś wyjątkowym. Jego postawa polega na tym, że w sytuacjach granicznych wybiera obecność, solidarność i działanie. W czasie wojny walczy, ponieważ chce ocalić godność ludzi skazanych na Zagładę. Po wojnie zostaje lekarzem, ponieważ nadal próbuje ratować życie. Dlatego „Zdążyć przed Panem Bogiem” można odczytać jako opowieść o człowieku, który przez całe życie sprzeciwiał się śmierci i obojętności.